czwartek, 5 listopada 2015

#ten słodki uśmiech (11)

- Nie nic, nie ważne... - zbyła mnie Zuzia.
- Ale jesteś mocno zmartwiona, no powiedz no... - próbowałem coś z niej wydobyć, ale chyba na marne. Westchnęła tylko i lekko przyspieszyła kroku.



 Szliśmy w ciszy, jej przygnębienie powoli dawało się mi we znaki. Szła bawiąc się palcami, spoglądałem na nią co jakiś czas. Minęliśmy leśne krajobrazy...
- Daleko to stąd? - zapytałem kiedy wyszliśmy w strefę cywilizacji.
- Nie, tu za rogiem - odpowiedziała szybko nie patrząc na mnie. Zatrzymałem się, dopiero wtedy odwróciła wzrok z okolic trawnika na mnie i również się zatrzymała. Spojrzałem na zegarek, miałem jeszcze piętnaście minut.
- Czyli praktycznie jesteśmy na miejscu... więc chodź...

  •  
  •  
  •    

  Zapał mnie za rękę i lekko za sobą pociągnął, nie zdążyłam nawet zaprotestować, a już byliśmy po drugiej strony ulicy. Mała kolorowa budka z wielkim szyldem "Lody i gofry"- jakież to oryginalne- pomyślałam. Olek postawił swoją torbę na krzesełku obok stoika i wyciągnął portfel.
- No to na co masz ochotę? - spojrzał na mnie i potem odwrócił wzrok na ofertę owej budki.
- Ale...
- Bez żadnych "ale" - uciął zanim zdążyłam coś powiedzieć, westchnęłam tylko.
- No dobrze... to chce truskawkowe - mówiąc usiadłam na przeciw jego torby. Uśmiechnął się tylko, przypominał wtedy takiego małego chłopca, który właśnie dostał nową zabawkę. Stał przy powiedzmy kasie tyłem do mnie, nie miał na sobie koszulki, dzięki czemu było widać całe jego boskie umięśnione plecy. Wyglądał jakby z siłowni przynajmniej rok nie wychodził. Rozejrzałam się dookoła, mignęło ulicą tylko kilka samochodów. Ogólnie w zasięgu mojego wzrok miasteczko świeciło pustkami. Zdążyłam sprawdzić godzinę na telefonie, kiedy do stolika wrócił Olek...
- Lody truskawkowe z polewą czekoladową, mam nadzieję, że Ci będą smakować - mówił podając mi wafelek z lodem.
- Dziękuję - lekko się do niego uśmiechnęłam, zajął miejsce obok mnie.
- Powiesz mi kto dzwonił wcześniej do Ciebie? - a ten znów o tym?! Czy on nie rozumie co to są prywatne sprawy? Chyba zauważył irytacje na mojej twarzy, bo dodał - Nie zrozum mnie źle, je chce być wścibski, byłaś bardzo zmartwiona...
- Nie chce być wścibski a jednak jesteś - mam nadzieje, że nie zabrzmiało to tak chamsko jak w mojej głowie.
- Będę nadal wścibski, kiedy zapytam czy zostaniesz tutaj ze mną? - patrzył na mnie z tym cudowno-słodkim uśmiechem. I jak mu tu odmówić?! Nie bardzo wiedziałam co mu powiedzieć, musiałam jak najszybciej wrócić domu, przecież...
  •  
  •  
  •  
Próbowałem wyczytać z jej twarzy cokolwiek oprócz tego przygnębiającego zmartwienia ale nie udało mi się. Nie chciałem jej więcej męczyć...
- Jeśli nie chcesz, nie musisz, bo szczerze to nie wiem ile mi tutaj zejdzie.
- Nie, spokojnie. Mogę Ci dotrzymać towarzystwa jeśli chcesz -  no i super! Na jej twarzy malował się delikatny słodki uśmiech co mnie cieszyło.


- Wcinaj, wcinaj ja już skończyłem - ponaglałem ją cicho się śmiejąc, kiedy zjadłem ostatni kawałek rożka.
- Połowa mi spłynęła - mówiła udając smutną, bo uśmiechała się przy tym. Podałem jej serwetkę - Całe ręce mi się kleją, masz to - dała mi rożek.
- A co ja mam z tym...
- Nie wiem - wtrąciła z uśmiechem wzruszając ramionami.
Resztkę loda Zuzi wyrzuciłem do kosza, wytarłem ręce serwetką...
- To co idziemy? - zapytała kiedy wróciłem do stolika.
- Jasne, chodź - zarzuciłem torbę na ramie i obydwoje ruszyliśmy w stronę stadionu.

  •  
  •  
  •  
Miał skończyć za godzinę, ja już dwadzieścia po czwartej, a go nie ma - pomyślałam, stojąc przed wejściem na stadion. Co chwilę patrzyłam w telefon, na którym co jakiś czas pojawiał się nowy SMS od mojego młodszego brata. Mówiłam, że nie długo mi to zajmie. Ciekawe jak sobie tam dał radę, że też akurat też to się musiało stać, no...

Olek w drzwiach pojawił się dopiero po kolejnych dziesięciu minutach, chyba zauważył moje poddenerwowanie, bo już z daleka zaczął przepraszać.
- Trener mnie zatrzymał i umawiał kolejne treningi, no... - tłumaczył się.
- No dobrze już, ale chodź - ruszyłam od razu przed siebie.
- Dzięki, że ze mną zostałaś - chyba chciał załagodzić sytuację, a że nie potrafię się długo gniewać...
- Nie ma sprawy - spojrzałam na niego z uśmiechem - ale teraz nie mam za dużo czasu, więc musimy przyśpieszyć.
- A coś się stało? - szedł równo ze mną.
- Nic, po prostu mam obowiązki, z których muszę się wywiązać. - skwitowałam.
- To.. może jakoś pomogę? W sumie z mojej winy wrócisz później. - popatrzyłam na niego podejrzliwie - no co? - zapytał poprawiając torbę na ramieniu.
- Nic - kręciłam głową z uśmiechem.

I tak już w lepszym humorze weszliśmy w te leśne drogi prowadzące do naszej wsi. Gadaliśmy o głupotach i wygłupialiśmy. Olek opowiedział mi gdzie wcześniej mieszkał, co tam robił, trochę o swoich rodzicach, o tym "wcześniejszym" życiu. Nawet nie wiem kiedy zeszła nam cała droga. Kiedy się zorientowałam byliśmy już przy domu koleżanki Poli. Obie bawiły się na ogródku, więc nie musiałam długo czekać...
 Obie dobiegły do bramy.
- Zaczekaj Olek - zwróciłam się do niego, kiwnął tylko głową, poszłam do dziewczynek.
- Zuziaaa mogę jeszcze trochę? - mówiła Pola błagalnym tonem, po czym obie chórem dodały "prosimy", ciężko je było przekonać, że to już koniec zabawy, ale udało mi się. Mała trochę obrażona wyszła do mnie i wróciłyśmy do Olka.
- A co to za mina? - zapytał Poli, do razu podłapał temat.
- Nie gadam z Tobą - wypaliła.
- Pola.. - od razu ją zganiłam - nie bądź niegrzeczna -nic już się nie odzywała.
- Jaka to złośnica mała - ciągnął Olek.
- Olek... - jemu też zwróciłam uwagę.
- Zuzia... - dodał po czym zaczęliśmy się śmiać.
  •  
  •  
  •  
Postałem jeszcze chwilę na przystanku patrząc na nie. Trochę mi w głowie namieszała ta dziewczyna. Słodka, mała blondynka...



_________________________
Przepraszam, że tyle zwlekałam z dodaniem. :(
Mam nadzieje, że część się podoba! :)
Zapraszam do komentowania! ♥
Buziaczki :*


 

3 komentarze: